Co się dzieje z policją i w policji?
Dymisje fachowców na stanowiskach kierowniczych. Składane prze nich samych bądź też realizowane polityczną decyzją władzy, to na pewno poważny problem, rzutujący na jakość dowodzenia. Bo są to ludzie nieraz z dwoma czy więcej dekadami doświadczenia w pracy policyjnej. To jedna sprawa.
Drugą jest używanie broni palnej w taki sposób, że prowadzi to do śmierci ludzi, którzy zasługiwali na policyjną interwencję, ale na pewno nie na zgon. Jakiś czas temu ujawniono fakt feralnej interwencji po telefonie krewnego zaniepokojonego, że kuzyn nie odbiera telefonów. Po przybyciu okazało się, że ów mężczyzna jest pobudzony, a w domu ma także maczety. Czy jednak rzeczywiście to wystarczające powody, aby go zastrzelić? Oczywiście łatwiej posłać kulkę niż przeprowadzić profesjonalną interwencje obezwładnienia takiego osobnika. Czy jednak działania najłatwiejsze, po najprostszej linii oporu, mogą być akceptowalne w sytuacji, gdy nie chodzi o bandziora, który pistoletem czy nożem akurat w danym momencie terroryzuje sąsiadów czy przypadkowych przechodniów? O sprawie wspomniały media, ale o efektach wewnętrznego śledztwa politycznego oraz prokuratorskiego jakoś nie.
W ostatnim czasie, dosłownie w ciągu dwóch dni, mieliśmy do czynienia z dwoma kolejnymi przypadkami. Najpierw z sytuacją zabicia uciekającego ze szpitala więźnia – rozumiem, że policjant nie mógł go dogonić i musiał użyć broni, ale czy nie można celować tak, aby zranić, a nie zabijać? Nie chodziło o zbrodniarza, bandytę czy szefa mafii tylko gościa, który odsiadywał wyrok... za niepłacenie alimentów!
Zaraz potem kolejna śmierć w czasie policyjnej interwencji. Ofiarą był 71-latek. Emeryt, do którego policje wezwała żona, który jednak nie awanturował się do momentu, gdy usłyszał, że policjanci wezwali do niego pogotowie ratunkowe. Skuty, powalony na ziemię, obezwładniony, niedługo po tym zasłabł i w efekcie zmarł.
Za dużo takich "przypadków". Informacje o śmierci ludzi po interwencji policyjnej, i to nie bandytów, pojawiają się systematycznie i z przerażającą częstotliwością. Ze służby masowo odchodzą policjanci. Czy szef MSWiA i Komendant Główny Policji mogliby rzetelnie wyjaśnić, co się dzieje i dlaczego tak się dzieje?